Celebryta na evencie? To tylko tak fajnie brzmi…

Data wpisu: 12.09.2018
Zdjęcie główne #56 - Celebryta na evencie? To tylko tak fajnie brzmi…

Słowo „celebryta” na dobre zagościło już w mowie potocznej. Tym mianem określamy osobę „znaną z tego, że jest znana”. Zwykle są to gwiazdy seriali i programów telewizyjnych, często popularni blogerzy czy ludzie robiący karierę dzięki tzw. „pokazywaniu się”. Jedno jest pewne: udział celebryty w evencie znacznie zwiększa zainteresowanie samym wydarzeniem. Warto jednak podkreślić, że to wcale nie jest układ idealny.

Celebryci miewają specjalne wymagania

I to naprawdę bardzo specjalne! Z doświadczenia wiemy, że znane osoby, które popularność zyskały tylko dzięki „bywaniu”, a nie konkretnym dokonaniom artystycznym, lubią testować hojność sponsorów (w tym przypadku – firmy zlecającej organizację eventu). Stąd pojawiają najróżniejsze prośby, czy raczej żądania. Część z nich zahacza już o absurd.

Wspominamy o tym, ponieważ realizacja wszystkich punktów z listy dostarczonej przez managera celebryty, zwykle drastycznie podnosi budżet wydarzenia. A klienci, jak wiadomo, niechętnie patrzą na rosnące cyferki na zleceniu.

Jeśli klientowi bardzo zależy na zaproszeniu celebryty, to oczywiście stajemy na głowie, by spełnić jego życzenie. Zawsze jednak lojalnie informujemy, że może się to wiązać z dość istotnymi zmianami zarówno w budżecie, jak i scenariuszu imprezy.

Prawidłowy dobór celebryty do charakteru wydarzenia

Niemal każdy szanujący się celebryta jest dziś do wynajęcia. Znane osoby żyją z tego, że się o nich mówi, pokazuje je w kolorowych magazynach i na portalach internetowych. By podtrzymać to zainteresowanie, trzeba się pokazywać, a komercyjne eventy świetnie się do tego nadają. Nie dość, że można zarobić, to jeszcze przybędzie fajnych fotek w sieci.

Nie jest jednak tak, że zaproszenie celebryty na imprezę gwarantuje natychmiastowe podniesienie jej prestiżu. Wszystko zależy tutaj od tego, czy znana osoba w czytelny sposób koreluje z tematyką wydarzenia. To oczywiste, że organizując event dla firmy promującej zdrowy styl życia, raczej nie chcielibyśmy, by swoją twarzą firmował go celebryta znany z zamiłowania do fast foodów i mocnych trunków. Skrajny przykład, ale dobrze pokazujący, o co tutaj tak naprawdę chodzi.

Jedynym wyjątkiem od tej reguły jest sytuacja, w której klientowi zależy wyłącznie na rozgłosie. Nie popieramy takiej taktyki, ale nie przeczymy, że bywa ona skuteczna. Na taki krok zwykle decydują się debiutujące firmy, które dopiero przedstawiają się klientom. Dla nich ważne jest to, aby marka zagościła w mediach (nawet tych z najniższej półki, czyli plotkarskich), dlatego często chcą zaprosić do udziału w evencie jakąś modną gwiazdkę.

Największe ryzyko związane z udziałem celebryty w evencie

Chodzi tutaj oczywiście o ryzyko przyćmienia marki organizatora przez samego celebrytę. Naprawdę łatwo jest przekroczyć granicę, poza którą impreza przestaje kojarzyć się z promowanym brandem, a staje się folwarkiem znanej twarzy. Trudno będzie wówczas osiągnąć wymierne korzyści wizerunkowe z eventu. Goście wydarzenia zapamiętają z niego tylko to, że mogli zrobić sobie selfie z celebrytą. Dla organizatora to zdecydowanie najgorszy scenariusz.

Nie jest zatem tak, że zaproszenie celebryty do udziału w evencie „robi całą robotę”. Tak naprawdę jest to dość ryzykowne posunięcie, które musi zostać perfekcyjnie zaplanowane w kontekście charakteru wydarzenia i oczekiwanych efektów.

Autor wpisu: Soluma Event, Sara Błaszczyk